wtorek, 12 czerwca 2012

Światło

Aha.

Bo  dziś jest poniedziałek. To w sumie wiele zmienia. Fajnie dowiadywać się o tym wieczorem, u schyłku, ale w sumie pozwoliło mi przeżyć dzień bez uprzedzeń. Poweekendowa aktywność karaluchów w sumie jest podobna do ich aktywności w każdy inny dzień tygodnia, te słowa tak gwoli informacji dla niewtajemniczonych w arkana znawstwa codzienności karaluszej.

Mleko, zanieczyszczone, przerodziło się w budyń. Jest gęstsze, bardziej sycące. Rosnę szybciej, niedługo przerosnę najwyższy z pleśniowych krzaczków z mojego ogrodu. Potem zacznę tyć, teraz jeszcze jestem w miarę szczupła, nawet jak na karalucha. Jak na plugawego robala. Ale już nie długo. Pancerzyk kruszy się, bo jestem coraz większa. Wcale nie przepoczwarzam się, po prostu rosnę. Ale już nie długo. Coś w końcu musi się zdarzyć. Nie może być tak że to wszystko bez powodu. To całe picie mleka, jedzenie, kulenie się i rozkulanie, ten cały kosmos na moim pancerzyku. To nie może być tylko po to bym urosła. Musi być jakiś powód. Muszę zmienić postać. Muszę bo chcę.

Rzeczywistość o  odczynie kwasowym zmieniła czerwcowe światło w denaturat przelewający się z trudem przez chmury. Dlaczego rzeczy nim zalane są prawdziwsze? Dni, kiedy denaturat, taki fioletowy, cieknie gęstym wysiłkiem są pełniejsze, bardziej mięsiste, miąższem ich jest nasza w nie wiara. Są ciężkie, bo prawda jest ciężka. I nie mogę się łudzić że objawi się po polaniu czystym spirytusem, bo jest brudna. Podobne rozpuszcza sie w podobnym. Spita trupia główka profesora takoż rzecze. I nie może być inaczej. Rzeczywistość jest brudna, kwas nieczystości, cytrusy. Grejpfrut narzędziem szatana? Czemu nie w sumie. Skoro możliwe są pancerne brzozy. One też roztopią się pod wpływem denaturatu. One też są brudne. Czystość nie istnieje, w XXI wieku nie ma już mentalnych dziewic, niewinnych, delikatnych, skromnych. Nie ma. Denaturat zmieni naturę rzeczy, rozpuści zastygły kwas, odsłoni pierwotne formy. I ukarze się nam prawda, zanieczyszczona, brudna, lecz bliższa pierwotnym substancją. Majaczenia zyskają sens. Chociaż nie moje, im już nic nie pomoże. Dzisiaj było takie światło. Nie mam pancerzyka. Denaturat odkrył postać, pozbawione pęt chityny ciało może się zatem spokojnie rozrastać. Amorficzna zbieranina komórek tłuszczowych. Rozpełznę się, rozpłynę i dam początek nowemu pokoleniu karaluchów wypełzających z moich przerośniętych trzewi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz