sobota, 19 stycznia 2013

Depresja pokulinarna

Mi strzelać nie kazano, wstąpiłam na działo i dumna skądinąd z nieudolnego w końcu zabiegu stylistycznego uniosłam dłonie ku górze, w niebo do samego Boga Ojca Wszechmogącego. Tak jak onegdaj Jego Syn na krzyżu. Widząc tłum z kamieniami i butelkami z benzyną nabierającymi potencjalnej energii urazu na mojej twarzoczaszce szczególnie, zawachałam się. 

Działo posłużyło mi za podest, Najświętsza Maria Panna na stołku kuchennym szykuje się do wniebowstąpienia. Tak romantycznie sakralnie powiewa nawet suknia w kolorze białym, trzepoczą rozwiązane rękawy kaftanu. Pewnym krokiem na stołek, na blat, parapet , w imię Ojca i Syna i Ducha. Szum. Pulsujące dźwięki bardziej już kolorowe plamy, rozmazane, obszary niewyostrzalne, niemożliwe. Drzazga, w palcu lewej stopy, obiad w garnku na kuchence, gotowane zwłoki kurczęcia z warzywami.

Mamo, mamooo! 

Rozlazłe macierzyństwo spływa z parapetu, piętro po piętrze zostawiając lepki ślad na ścianie, jak ślimak niemalże. 

Zacieki tramwajowe na uszach Warszawy.




piątek, 4 stycznia 2013

Bańka


Notatka osobista:

Zabawka na chwilę, gdy ekshibicjonizm nachalny postanowił wystąpić z brzegów. 
Dziennik metaforyczny, kiedy zobaczyłam, że to co stworzyłam było dobre. 


Opowiadanie właściwe.



Klatka Piersiowa. Żebra z drutów i obijający się o nie kawał mięsa na sznurku. 
Klatka.  Druty, pręty. Szczeliny odpowiednie do wypełzania. Śmierdzi tu gnijącym mięsem, uryną i marynowanym w alkoholach siarkowych potencjałem. Domofon? I cyferki melodyjne i tralala pokażę ci kolekcję numerków z szafy. Choć no. Babci nie ma w domu, pokażę ci coś. Po schodach na górę, do małego mieszkania z niskim sufitem pomalowanym na biało, co symbolizuje czystość myśli właścicieli i ich więź z niebem. Abo biały sufit. Ale oni byli wierzący bardzo. 

Zobacz, ptaszek w kuchni. Patrz, a ja zabiorę ci to, o czym nawet nie wiesz, ze masz. 

Taaak, ptaszek. Wefrunął do kuchni. Zobacz. 

I przestraszone małe dziewczę łapie go krzycząc: Otwórzcie okno!

Serce wielkości większej poziomki rozsadza klatkę piersiową, a wy każecie mi latać? 
Cokolwiek, byle nie siedzieć, bić, krzyczeć, biec, ruszyć przed siebie i nie zatrzymywać się dopóki nie zacznę pluć krwią. Do powietrza, przed siebie, do drzew, do lasu, do gniazda, do piskląt. Do domu.