piątek, 4 stycznia 2013

Bańka


Notatka osobista:

Zabawka na chwilę, gdy ekshibicjonizm nachalny postanowił wystąpić z brzegów. 
Dziennik metaforyczny, kiedy zobaczyłam, że to co stworzyłam było dobre. 


Opowiadanie właściwe.



Klatka Piersiowa. Żebra z drutów i obijający się o nie kawał mięsa na sznurku. 
Klatka.  Druty, pręty. Szczeliny odpowiednie do wypełzania. Śmierdzi tu gnijącym mięsem, uryną i marynowanym w alkoholach siarkowych potencjałem. Domofon? I cyferki melodyjne i tralala pokażę ci kolekcję numerków z szafy. Choć no. Babci nie ma w domu, pokażę ci coś. Po schodach na górę, do małego mieszkania z niskim sufitem pomalowanym na biało, co symbolizuje czystość myśli właścicieli i ich więź z niebem. Abo biały sufit. Ale oni byli wierzący bardzo. 

Zobacz, ptaszek w kuchni. Patrz, a ja zabiorę ci to, o czym nawet nie wiesz, ze masz. 

Taaak, ptaszek. Wefrunął do kuchni. Zobacz. 

I przestraszone małe dziewczę łapie go krzycząc: Otwórzcie okno!

Serce wielkości większej poziomki rozsadza klatkę piersiową, a wy każecie mi latać? 
Cokolwiek, byle nie siedzieć, bić, krzyczeć, biec, ruszyć przed siebie i nie zatrzymywać się dopóki nie zacznę pluć krwią. Do powietrza, przed siebie, do drzew, do lasu, do gniazda, do piskląt. Do domu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz