Stoję jak stojąca woda. Oczy mam nawet w tym samym kolorze, co ona.
Jeśli kiedyś będziesz chciał otworzyć moją czaszkę, będzie pachniała dokładnie jak to jezioro i będzie zielona i brązowa jednocześnie, pokryta rzęsą i będą w niej pływały ryby zbyt ospałe by połknąć haczyk.
Kiwam głową na tak i chlupocze wszystko w czaszce. Wszystko woda, wszystko mózg, wszystko żyły, wszystko wszystko. Formalina niedokończonego zmierzchu nie pozwala zasklepić się rozdarciom, nie wygładza bruzd. Przechowuje fakt, zmiękczony i lekko mętny, za grubym bardzo szkłem i jeszcze grubszą warstwą kurzu.
Niedokończony zmierzch zmienia się szybko w skończoną noc, która trwa poza mną. Tutaj jest trochę chłodno, pachnie kawą i jest cicho. Nawet psy przestały szczekać i kable niosące słowa albo prąd szemrzą bez znaczenia, poza moim słuchem.
Musze mieć otwarte uszy, przez nie do głowy wpływa powietrze.
czwartek, 27 czerwca 2013
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Jasno ciepło i pada
Księżyc świeci głośniej niż cokolwiek innego. Żyletki silników co szumiały wobec nocy zmieniły się w tępe noże i pobrzękują smętnie próbując przypomnieć sobie, jak tnie się przestrzeń.
Tnę przestrzeń na miękkim asfalcie. Koła łapią grunt, perkusja i szarpane struny zagłuszają nawet latarnie, galaktyki drzew i śpiew kosmicznych ruin. Zginam kark do ziemi, wiatr w plecy, światło w plecy, na czele armii mała czarna kulka. Oddech, dyszenie na tonach wysokich jak jęk prawie stanowi rozkaz.
Szum kół ślizgających się po asfalcie brzmi jak szczekanie psów, kiedy ich dużo wkoło i każdy może przeskoczyć ogrodzenie. Szelest koszulki jest identyczny z dmuchaniem psa w kark przyciśnięty do drogi, ciepły wiatr śmierdzi bestii paszczą i pluje mi w twarz lepką śliną.
Tnę przestrzeń na miękkim asfalcie. Koła łapią grunt, perkusja i szarpane struny zagłuszają nawet latarnie, galaktyki drzew i śpiew kosmicznych ruin. Zginam kark do ziemi, wiatr w plecy, światło w plecy, na czele armii mała czarna kulka. Oddech, dyszenie na tonach wysokich jak jęk prawie stanowi rozkaz.
Szum kół ślizgających się po asfalcie brzmi jak szczekanie psów, kiedy ich dużo wkoło i każdy może przeskoczyć ogrodzenie. Szelest koszulki jest identyczny z dmuchaniem psa w kark przyciśnięty do drogi, ciepły wiatr śmierdzi bestii paszczą i pluje mi w twarz lepką śliną.
czwartek, 20 czerwca 2013
c'est pas la chute, c'est l'atterisage
to jest organiczna niezgoda na zastany porządek, biologiczna negacja okowów społeczności, irracjonalnej rzeczywistości prawa stanowionego
yhym, to przez dążenie do wyzwolenia rozrywam skórę i liżę mięśnie, wcale nie z powodu krzywego spojrzenia kobiety w warzywniaku. kiedy ja z tego wyrosnę? w pewnym wieku po prostu przestaje się myśleć o tym, żeby wyjść przez okno i zaczyna się kombinować, którędy wejść z powrotem. musi wynikać to z powszechnego procesu przyzwyczajania się, dopasowywania. nie wierzę, żeby każdy kolejny stukający w szybę z zestawem odpowiednich poglądów był tym samym, co skakał i że wiatr rozwiał wątpliwości i zanęcił spokojem i pracą, że gdzieś w lot pojęli skończoność rzeczy i z niej płynącą śmieszność własnej donkiszoterii. w pewnym wieku trzeba zaakceptować wiatraki tak samo jak zaakceptowało się ciemność i stratę mlecznych zębów.
Dziękuję. Ja nie wyjdę - bo nie wierzę. Zjawiska są nieodwracalne.
Znajdę to miejsce, choćby na końcu świata, gdzie nie sięgnie oko kamery ani zasięg internetu ani żadna z map i dróg. Muszą być jeszcze białe plamy na mapach, przestrzenie, o których nic nie wiemy zostały uprawdopodobnione, jednak nie zbadane, nie zobaczone.
yhym, to przez dążenie do wyzwolenia rozrywam skórę i liżę mięśnie, wcale nie z powodu krzywego spojrzenia kobiety w warzywniaku. kiedy ja z tego wyrosnę? w pewnym wieku po prostu przestaje się myśleć o tym, żeby wyjść przez okno i zaczyna się kombinować, którędy wejść z powrotem. musi wynikać to z powszechnego procesu przyzwyczajania się, dopasowywania. nie wierzę, żeby każdy kolejny stukający w szybę z zestawem odpowiednich poglądów był tym samym, co skakał i że wiatr rozwiał wątpliwości i zanęcił spokojem i pracą, że gdzieś w lot pojęli skończoność rzeczy i z niej płynącą śmieszność własnej donkiszoterii. w pewnym wieku trzeba zaakceptować wiatraki tak samo jak zaakceptowało się ciemność i stratę mlecznych zębów.
Dziękuję. Ja nie wyjdę - bo nie wierzę. Zjawiska są nieodwracalne.
Znajdę to miejsce, choćby na końcu świata, gdzie nie sięgnie oko kamery ani zasięg internetu ani żadna z map i dróg. Muszą być jeszcze białe plamy na mapach, przestrzenie, o których nic nie wiemy zostały uprawdopodobnione, jednak nie zbadane, nie zobaczone.
niedziela, 9 czerwca 2013
zabierzcie mi powieki
Elektryczne lampy przy biurku świecą jaśniej niż jakiekolwiek słońce. To, które za chwilę wstanie obchodzi już tylko kilkunastu wariatów i ludzi o bardzo delikatnej skórze.
Jest mi ciepło, bo mam sweter i skarpetki. Wszystko widzę bo mam latarkę i nocną lampkę, wkoło mnie tańczą w mgle wszyscy ci, którzy być tu nie mogą. Śpią właśnie i śnią własne sny, które zapomną, kiedy tylko otworzą oczy. Wstaną i zjedzą na śniadanie płatki na mleku/kanapki z ogórkiem/fajki z kawą, cokolwiek. Będą szczęśliwi, będą się uśmiechali i będą nieustannie rozglądali się wkoło, puki starczy światła. Ciemną nocą pójdą spać, bo już nie będzie nic do patrzenia.
Obserwuję was z perspektywy parapetu na pierwszym piętrze, zasłania mi widok szpaler choinek. Zataczacie kręgi, biegacie od ściany do ściany. Siedzę trochę gdzie indziej i nie mam zamiaru odchodzić, zawsze będę puki będę. Widzę tylko to, co zrobicie na moich oczach, zabierzcie mi powieki żebym nie mogła mrugać i żebym nie straciła żadnej sekundy z waszego ruchu. Rytm jest ten sam, powtarzacie się. Ale chcę na to patrzeć, kiedyś nauczę się biegać z wami, pozwólcie mi najpierw wstać z kolan, poczekajcie.
Daj mi znak, że żyję, że jestem nie tylko elementem papierowej girlandy który pokolorował się sam na inny kolor niż inne.
piątek, 7 czerwca 2013
Pętla
Rozbijanie się na postacie, projektowanie sytuacji, które mieć miejsca nie będą, to marzenia czy oswajanie lęku?
Śniły mi się ostatnio zęby, to znak i to zły, nawet bardzo. Mojej matce śniły się zęby. Ostatnio jak poroniła a wcześniej jak umierała Wanda. A takie czarne do cna to już w ogóle masakra, nie ma przebacz wybacz. Koniec. Mogiła. Ktoś umrze i nie będę to ja, dolne zęby pokruszyły się, gorzej najgorzej.
Sny nic nie znaczą przecież, nawet te znaczące to tylko projekcja lęków.
Chwilę przed snem znów wyobrażałam sobie powszechne umieranie. Takie, co do gołej ziemi zdoła wypalić ostatnie znamiona pokrewnej mi krwi, żeby moja śmierć była wpisana w inne śmierci, potwierdzona przez nie, bardziej definitywna. Żeby kończyła coś więcej niż tylko nieskładną piosenkę stanowiącą sumę potknięć i poplątań. Terrorystyczny atak samobójczy, wymyśliłam sobie bajkę.
Tak, jest to wytłumaczenie, to, że ten sen to imaginacja. Całkiem składne nawet, logiczne.
Nawet jeśli on nic nie znaczy, coś się stanie, coś musi się stać. Bo miało być ładnie i jest pięknie i nigdy bardziej się nie bałam, że przestanie tak być. Pętla straszy jak pusty krzyż, sęki w drewnie śledzą mnie, dłonie drwala wytykają palcami.
Już, już. Przestańcie. Wiem, że chodzi o mnie.
Jeszcze moment. Chcę oddychać, bo warto, jeszcze chwila, zobaczcie ten zmierzch.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Bo ty jesteś zbita taka
Sącząca się krew z rozciętej wargi udaje farbę na twarzy. To tylko charakteryzacja, nie martw się, nic mi nie jest. Podbite oko domalowałam sobie sama, pod bandażami znajdziesz skórę czystą i gładką.
Jasne.
Pięść przywarła do oka i słychać było tylko chrzęst. Tęczówki się pokruszyły, mówiłam, że mam szklane oczy i żeby uważać. Teraz nie dość, że mam pokaleczone powieki, okruchy spadły mi na źrenice i nie widzę już nic, a raczej widzę wszystko tak samo, ale zalane żywicą. Bursztynowe powietrze jest, a tam, gdzie ostra krawędź przebiła błonę ochronną oka widać czarne plamy.
To ponoć pochodne plam na słońcu i piegów na nosie, teraz widzę je wszędzie. Czarne punkty, rozszerzają się, rosną. Prywatne niezbadane białe plamy w opisie zdarzeń.
Kiedyś napiszę mapę, wtedy będziesz mogła nauczyć się nazw każdej kolejnej rzeki w mojej głowie i wygrasz wszystko w państwamiasta.
Wygrasz życie i już nie będziesz musiała przesiadywać godzinami sama w swoim pokoju tylko dlatego, że nie masz przyjaciół. Wszyscy kochają zwycięzców.
Subskrybuj:
Posty (Atom)