piątek, 7 czerwca 2013

Pętla

Rozbijanie się na postacie, projektowanie sytuacji, które mieć miejsca nie będą, to marzenia czy oswajanie lęku?

Śniły mi się ostatnio zęby, to znak i to zły, nawet bardzo. Mojej matce śniły się zęby. Ostatnio jak poroniła a wcześniej jak umierała Wanda. A takie czarne do cna to już w ogóle masakra, nie ma przebacz wybacz. Koniec. Mogiła. Ktoś umrze i nie będę to ja, dolne zęby pokruszyły się, gorzej najgorzej.

Sny nic nie znaczą przecież, nawet te znaczące to tylko projekcja lęków.
Chwilę przed snem znów wyobrażałam sobie powszechne umieranie. Takie, co do gołej ziemi zdoła wypalić ostatnie znamiona pokrewnej mi krwi, żeby moja śmierć była wpisana w inne śmierci, potwierdzona przez nie, bardziej definitywna. Żeby kończyła coś więcej niż tylko nieskładną piosenkę stanowiącą sumę potknięć i poplątań. Terrorystyczny atak samobójczy, wymyśliłam sobie bajkę.  

Tak, jest to wytłumaczenie, to, że ten sen to imaginacja. Całkiem składne nawet, logiczne. 

Nawet jeśli on nic nie znaczy, coś się stanie, coś musi się stać. Bo miało być ładnie i jest pięknie i nigdy bardziej się nie bałam, że przestanie tak być. Pętla straszy jak pusty krzyż, sęki w drewnie śledzą mnie, dłonie drwala wytykają palcami. 

Już, już. Przestańcie. Wiem, że chodzi o mnie. 
Jeszcze moment. Chcę oddychać, bo warto, jeszcze chwila, zobaczcie ten zmierzch. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz