środa, 12 grudnia 2012

Jak klaun z pudełka.


Wariat znajdzie wytłumaczenie dla swoich paranoi.



Powtarzam się, powtórzenia służą nauce, zapamiętywaniu? 

Małpia zręczność naśladowania prowadzi do poznania? 

Pytania bez odpowiedzi są pójściem na łatwiznę. 

Odpowiadanie na nie jest bezczelnym wkraczaniem w czyjeś życie. 

Twierdzenia są proste, tym bardziej jeśli nie mam pojęcia o czym mówię.

Język jako taki jest fascynujący. Słowo, jego budowa i mimowolna wielość znaczeń paradoksalnie wyraża więcej niż intencjonalny potok słów. Jedno wyraża to, co pomiędzy dwoma lub trzema wydaje się być nieuchwytne. W wyrażeniach, w zbitkach głosek i zestawieniach tych zbitek, cząstek składni zawarte jest więcej treści ukrytej? Niezamierzonej? Emocji, intencji. Nawet nie ważne jest treść zwrotu a jego budowa, 

Mogłabym spróbować podać przykład, aby zostać lepiej zrozumianą, ale nie wiem, czy nie zagmatwałoby to jeszcze bardziej tekstu. I tak pseudointeligentnego i nachalnie walczącego o choć cząstkę drobną prawdy i zainteresowania. 
Farsa pogłębiona staje się jeszcze bardziej licha i żałosna. Niewprawny absurd, groteska traktowana poważnie na serio, serio? Naprawdę. Tak, dokładnie. Tylko ciągnę to za sobą jak niepotrzebny ogon. 

Chciałam latać, wiesz, wznosić się, ku słońcu w powietrze, tak jak samoloty a tylko podskakuję jak raniony kangur.

I nawet z tą raną ziejącą pustką (tak, piękne, nie ma co) jestem zabawna. 

Moja główka raz po raz eksploduje, a w chwilach wolnych od wybuchania usiłuje sie pozbierać. Jedyny moment gdy rozsądek jest w stanie przykuć jej uwagę to ten tuż przed kolejnym wybuchem.

Jak klaun z pudełka. 














wtorek, 4 grudnia 2012

Urbanistyczny koniec świata

Był jeszcze jeden dworzec. Towarowy może? 

Ja wiem, lepiej znasz swoje miasto, tak.

Ale ja wiem gdzie byłam. Bryła ciemna, rudego, bardzo rudego tworzywa, surowa tkanka miasta. Odsłonięta, ropiejąca rana. Uniwersalna brama, dalej zboże, kłosy itd itp...
I las, i jagody i lisy, sarny i inna fauna podlaska. Baaabuszka z zsiadłym mlekiem na wąsach. 

Takie ładne światło, pachnący plastikiem i płynem do czyszczenia tapicerek samochód, nagrzany od tego światła i ze wstydu gorący, poczerwieniały pod ciemnozielonym lakierem. 

Płatki lata odpadały powoli od żeliwnego szkieletu,  metal krwawił, kruszył się, opadał i wznosił się. 

Wyczyść. Wyczyść to! Sprzątaj. Nie może być śladu.