piątek, 31 maja 2013

Credo



Wierzę w wiatr który wieje słońcem i pachnie latem i robi włosy złote a potem srebrne a potem szare i martwe.
 I jeszcze wierzę w piątą godzinę, w chwilę świadomości pomiędzy jednym snem a drugim, taki przebłysk, promień, nic więcej. O piątej księżyc gaśnie, słońca nie ma i niebo świeci na różowobłękitno.

Jeśli Bóg kiedykolwiek istniał, wychodził z  nory tylko na godzinę, sześćdziesiąt minut pomiędzy czwartą a piątą właśnie.

środa, 15 maja 2013

One day we'll come back together

Zwykły bełkot, nie czytaj, pisałam już na początku, weź wyjdź.

Nie umiem wrócić ani pójść dalej, stoję na środku ulicy i rozglądam się w koło. Chcę usiąść na ciepłym asfalcie i patrzeć w przestrzeń, której ograniczeniem są warstwy powietrza i szklarnie Wietnamczyków po drugiej stronie ulicy. Zgasły wszystkie latarnie i jedynym źródłem światła jest ekran telefonu.

 SMS, pytanie.
 Jasne, jadę.

Trzeba tu wrócić, żeby tę całą przestrzeń ograniczyć długością oddechu i wzrokiem nie wykraczającym poza to, co jest.



poniedziałek, 13 maja 2013

Pada deszcz i znów obudziłam się przed budzikiem

Jest ciepło i szumią powleczone błękitną wełną kable, trochę ciemno, szarzy się koniec spokojnej nocy. Jest trochę pusto, bo nikogo nie ma tam ponad. 

Tu niżej są drzewa i stacje przekaźnikowe i bardzo dużo świateł generowanych sztucznie.

Bardzo chcę oddychać, to znaczy jednym wdechem wciągnąć to wszystko w siebie, przytrzymać chwilę i wypuścić puszczając kółka z dymu. Klatka piersiowa jest nagle zaskakująco mała, możliwe jest tylko zrobienie tysiąca małych wdechów, jeden po drugim. Za ciasne płuca rozerwie cokolwiek głębszego i cokolwiek więcej. 

Z zaciśniętym gardłem  lepiej jest krzyczeć, bo można zerwać struny i wtedy dalej się już nie da i przestaje się móc robić rzeczy, które nikogo nie obchodzą, przestaje się mówić i dyktować pamiętniki, nawet jeśli bardzo się chce. To zmusza do pochylenia się samemu nad kartką i okazuje się, że więcej do powiedzenie nie ma, że każda litera wybrzmiała już po tysiąckroć w dowolnej konfiguracji i znaczeniu. 









piątek, 3 maja 2013

never ending story

Prześladuje mnie odgłos pękających łańcuchów węglowych splecionych dłoni.
Nie umiem pojąć lata kiedy nie oślepia mnie słońce odbite od jego twarzy. Nie wiem co robić, nie zadzwonię, przecież i tak nie odbierze. Niemożliwość ponownego spotkania każe mi wierzyć w niepowtarzalność czasu, która nie jest prawdą.

Za tydzień, miesiąc, dwa powtórzy się to wszystko raz jeszcze. Te same spojrzenia, kilka słów zarezerwowanych kiedyś tylko dla niego powtórzę komuś, kto nie będzie nim. Znowu po wszystkim zostanie zimna kawa w kuchni, której nikt wypije i dla kontrastu - opróżnione butelki, z których pili wszyscy.  Trzeba będzie posprzątać skorupy rozbitej doniczki i zmyć naczynia, dzwonić do właścicieli znalezionych rzeczy, odbierać telefony od właścicieli pustych przestrzeni w pamięci. Trzeba będzie wytłumaczyć kilka spraw i chronić, to, co właśnie zaczęło w nas rosnąć, co wybuchło w oparach absurdu i wódki a zgaśnie już zupełnie na trzeźwo.

Nie wiem, co się działo, nie dzwoń do mnie.

Czekam na połączenie, o którym wiem, że będzie i powie mi, gdzie jesteś.