Zwykły bełkot, nie czytaj, pisałam już na początku, weź wyjdź.
Nie umiem wrócić ani pójść dalej, stoję na środku ulicy i rozglądam się w koło. Chcę usiąść na ciepłym asfalcie i patrzeć w przestrzeń, której ograniczeniem są warstwy powietrza i szklarnie Wietnamczyków po drugiej stronie ulicy. Zgasły wszystkie latarnie i jedynym źródłem światła jest ekran telefonu.
SMS, pytanie.
Jasne, jadę.
Trzeba tu wrócić, żeby tę całą przestrzeń ograniczyć długością oddechu i wzrokiem nie wykraczającym poza to, co jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz