Ładny finał
Złamałam kręgosłup. Nie trudne w sumie jeżeli utrzymuje on dziewięćdziesiąt procent masy ciała. Reszta utrzymuje się sama.
Wszystko utrzymuje się samo we mnie i prze do przodu siłą rozpędu. Zasada zachowania pędu bodajże.
Zatem kości te nie są, nie były tak potrzebne, tak niezbędne. Odłamki zalegają i wpijają się w narządy wewnętrzne.
Potrzebny dobry chirurg. Od zaraz.
Ale to odłamki. A co zrobić z poszczególnymi kręgami? Najważniejszy jest atlas, później obrotnik. Oba zgubiłam. Ma ktoś na stanie po jednym zbędnym? z chęcią odkupię/pożyczę/przywłaszczę sobie, cokolwiek, byle mieć. Posiadać atlas i obrotnik. Jeśli macie, piszcie w komentarzach. Naprawdę chętnie przyjmę. A jak znajdę własne to je oddam. Pan Doktor doradzi, co uczynić.
I tak jest pięknie. Delikatnie, miejsca wyglądają na niedokończone, niegotowe. Percepcja przewodzi przez grube bardzo szkło rozszczepione przezeń światło, ziemia jest w szklanej kulce, takiej kolorowej. Cukierki. Papu. W sumie smaczne, zimne jeno. Kolorowy grad obija się o osnowę rzeczywistości, o szkło, dźwięczy składnie mrucząc i grając moją własną deszczową piosenkę, specjalnie dla mnie modulującą zrodzone przez pryzmat trakty z wirującym nieustannie kurzem.
Ładnie tu.
Ładnie tu u Pana.
Niby zima,
a słońce mocno pełznie.
Ładnie tu.
Ładnie tu u Pana.
Coraz jaśniej coraz boleśniej
Ładny dzień,
żebym spacerowała.
Ładne światło,
bym ciebie lepiej widział.
Ładny dzień
nam dzisiaj Bozia dała.
Ładny finał.
Ładnie tu u Pana.
Niby zima,
a słońce mocno pełznie.
Ładnie tu.
Ładnie tu u Pana.
Coraz jaśniej coraz boleśniej
Ładny dzień,
żebym spacerowała.
Ładne światło,
bym ciebie lepiej widział.
Ładny dzień
nam dzisiaj Bozia dała.
Ładny finał.
.
.
.
.
.
.
.
.
Ładny finał.