Pancerzyk kruszy się.
Więcej mleka. Mleko. Mleko. Mleko. Kwaśne. Zsiadłe. Z ziemniakami. Smak lata, dzieciństwa i babci. U niej też było sporo karaluchów. W ogóle sporo robactwa. Wieś. Krowy, muchy, słoma. Wakacje słowem. Nie u babci. U ciotki. Pies. Zawsze uwięziony, w nocy nie można było wyjść na dwór, trzeba było sprawdzać, gdzie aktualnie jest i czy można otworzyć drzwi do domu. Trochę jak w Bestiarium. Nawet postać Remy się zgadza. W sumie. Tylko pointa inna. To zwierze zginęło, pod kołami maszyny jakiejś chyba. Alternatywny bieg historii. I to się zdarza. Chociaż wolę jego wersję. Wymiotuję królika. Raz na jakiś czas. Nie codziennie, co to to nie, nie myślcie sobie proszę że jestem jakąś zwierzęcą bulimiczką czy coś! Nie. Króliki pojawiają się rzadko, nie chcę ich w sumie. Ale dość. Podawać się za bohatera Listu do znajomej w Paryżu nie chcę. Jest to moje ulubione opowiadanie Cortazara i jednocześnie najciekawszy jak dotąd utwór prozatorski literatury iberoamerykańskiej.
Więcej mleka. Mleko. Mleko. Mleko. Kwaśne. Zsiadłe. Z ziemniakami. Smak lata, dzieciństwa i babci. U niej też było sporo karaluchów. W ogóle sporo robactwa. Wieś. Krowy, muchy, słoma. Wakacje słowem. Nie u babci. U ciotki. Pies. Zawsze uwięziony, w nocy nie można było wyjść na dwór, trzeba było sprawdzać, gdzie aktualnie jest i czy można otworzyć drzwi do domu. Trochę jak w Bestiarium. Nawet postać Remy się zgadza. W sumie. Tylko pointa inna. To zwierze zginęło, pod kołami maszyny jakiejś chyba. Alternatywny bieg historii. I to się zdarza. Chociaż wolę jego wersję. Wymiotuję królika. Raz na jakiś czas. Nie codziennie, co to to nie, nie myślcie sobie proszę że jestem jakąś zwierzęcą bulimiczką czy coś! Nie. Króliki pojawiają się rzadko, nie chcę ich w sumie. Ale dość. Podawać się za bohatera Listu do znajomej w Paryżu nie chcę. Jest to moje ulubione opowiadanie Cortazara i jednocześnie najciekawszy jak dotąd utwór prozatorski literatury iberoamerykańskiej.
Pancerzyk kruszy się. Proces przepoczwarzania się rozpoczął się zatem. Księżycowa jego powierzchnia zyskuje nowe rysy, załamania, wzory. Wygląda jak Mars już raczej. Nawet brunatnoczerwona. I ciemno za oknem i pada. deszcz. Dotknąć deszczu by stwierdzić ze pada nie deszcz tylko pył z księżyca spada. Już Wojaczek przewidział moje przeobrażanie się. Czym się stanę? Rosnę. To przez mleko. Ale teraz, kiedy i tak nie mam gdzie się schować piję go więcej. Naprawdę chcę urosnąć. Co jest większe od słonia? Będę ja. Nowy twór? nie. być zwyczajną, zwykłą, normalną. Jak Przeciętniak, kaczka Ester. nie. Niesmak wywołany seansem oddala ode mnie tę wizję. Grozę wtopienia się w ściany. A ściany mają uszy i oczy i ręce. A ściany mają serca i poglądy jakieś możne również. Może na pewno. Panie poruczniku, proszę nie podsłuchiwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz