poniedziałek, 25 czerwca 2012

Imponderabilia.

"Jak brzytwą masło, tak przetnie mózg;
Jak kamień w wodę - cicho: plusk... "

Grymas, gest lub ich brak, tembr głosu, sposób jedzenia, niespecyficzny chód. Rozbłysk słońca w soczewce oka, fałdka wylewająca się zgrabnie i zwracająca uwagę na w sumie przyjemne kształty,  zapach.  Tego nie ma.

Jest słowo, ostateczne, stanowiące o wszystkim, nie świadczące o niczym, bez odpowiednich ust niczego nie warte. 

Jest myśl, nieobecna i płocha tym samym mało ważna i, biorąc rzecz en masse, nie potrzebna. 

Jest smak. Żelaza, słodkawy, mdły, mgławy smak powolnego rozkładu organizmu na bagnach. Natarczywy, niezłomny. W gruncie rzeczy wszystko i tak smakuje jak popiół. Jadłaś kiedyś popiół? Jem kamienie. Mają smak zębów.

Rozrastam się wciąż, jest mnie więcej. Coraz więcej. Braknie ograniczającej chityny, krępującej wybujałe przy okazji tycia ego. Zabawne, że małe robaki maja chude odnóża i rozbudowane bardzo, wciśnięte między dwie blaszki ciało. A kiedy nie ma blaszek? Ciało rozlewa się, a odnóża nikną przygniecione przez zbyt ekspansywne komórki tłuszczowe. Niezauważalnie, metodycznie, kompleksowo.

Z mojej czaszki Indianie ściągnęli stalowy skalp. Posiada go wódz, jego squaw robi na nim rano jajecznicę dla całej wioski. Ponoć nic tak nie smakuje jak jajecznica z odrobiną zakrzepłej rdzy. 
Chmury tak białe, tak różowe, tak niebieskie. Swobodnie płyną przez perforacje. Pusto w płytkiej głowie. Wyparowały pragnienia wraz z resztkami rozsądku. Różowe chmurki odpowiadają teraz za kontakty między ludzkie, białe za pamięć, a niebieskie ... . Jak wata cukrowa. Niebieskich nie ma. Jagody stukają o porcelanowe ścianki. Białe dotychczas naznaczone zostały filetowymi plamami. Prawie jak krew, której nie mam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz