Wierzę w wiatr który wieje słońcem i pachnie latem i robi włosy złote a potem srebrne a potem szare i martwe.
I jeszcze wierzę w piątą godzinę, w chwilę świadomości pomiędzy jednym snem a drugim, taki przebłysk, promień, nic więcej. O piątej księżyc gaśnie, słońca nie ma i niebo świeci na różowobłękitno.
I jeszcze wierzę w piątą godzinę, w chwilę świadomości pomiędzy jednym snem a drugim, taki przebłysk, promień, nic więcej. O piątej księżyc gaśnie, słońca nie ma i niebo świeci na różowobłękitno.
Jeśli Bóg kiedykolwiek istniał, wychodził z nory tylko na godzinę, sześćdziesiąt minut pomiędzy czwartą a piątą właśnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz