to jest organiczna niezgoda na zastany porządek, biologiczna negacja okowów społeczności, irracjonalnej rzeczywistości prawa stanowionego
yhym, to przez dążenie do wyzwolenia rozrywam skórę i liżę mięśnie, wcale nie z powodu krzywego spojrzenia kobiety w warzywniaku. kiedy ja z tego wyrosnę? w pewnym wieku po prostu przestaje się myśleć o tym, żeby wyjść przez okno i zaczyna się kombinować, którędy wejść z powrotem. musi wynikać to z powszechnego procesu przyzwyczajania się, dopasowywania. nie wierzę, żeby każdy kolejny stukający w szybę z zestawem odpowiednich poglądów był tym samym, co skakał i że wiatr rozwiał wątpliwości i zanęcił spokojem i pracą, że gdzieś w lot pojęli skończoność rzeczy i z niej płynącą śmieszność własnej donkiszoterii. w pewnym wieku trzeba zaakceptować wiatraki tak samo jak zaakceptowało się ciemność i stratę mlecznych zębów.
Dziękuję. Ja nie wyjdę - bo nie wierzę. Zjawiska są nieodwracalne.
Znajdę to miejsce, choćby na końcu świata, gdzie nie sięgnie oko kamery ani zasięg internetu ani żadna z map i dróg. Muszą być jeszcze białe plamy na mapach, przestrzenie, o których nic nie wiemy zostały uprawdopodobnione, jednak nie zbadane, nie zobaczone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz