Stoję jak stojąca woda. Oczy mam nawet w tym samym kolorze, co ona.
Jeśli kiedyś będziesz chciał otworzyć moją czaszkę, będzie pachniała dokładnie jak to jezioro i będzie zielona i brązowa jednocześnie, pokryta rzęsą i będą w niej pływały ryby zbyt ospałe by połknąć haczyk.
Kiwam głową na tak i chlupocze wszystko w czaszce. Wszystko woda, wszystko mózg, wszystko żyły, wszystko wszystko. Formalina niedokończonego zmierzchu nie pozwala zasklepić się rozdarciom, nie wygładza bruzd. Przechowuje fakt, zmiękczony i lekko mętny, za grubym bardzo szkłem i jeszcze grubszą warstwą kurzu.
Niedokończony zmierzch zmienia się szybko w skończoną noc, która trwa poza mną. Tutaj jest trochę chłodno, pachnie kawą i jest cicho. Nawet psy przestały szczekać i kable niosące słowa albo prąd szemrzą bez znaczenia, poza moim słuchem.
Musze mieć otwarte uszy, przez nie do głowy wpływa powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz