Mi strzelać nie kazano, wstąpiłam na działo i dumna skądinąd z nieudolnego w końcu zabiegu stylistycznego uniosłam dłonie ku górze, w niebo do samego Boga Ojca Wszechmogącego. Tak jak onegdaj Jego Syn na krzyżu. Widząc tłum z kamieniami i butelkami z benzyną nabierającymi potencjalnej energii urazu na mojej twarzoczaszce szczególnie, zawachałam się.
Działo posłużyło mi za podest, Najświętsza Maria Panna na stołku kuchennym szykuje się do wniebowstąpienia. Tak romantycznie sakralnie powiewa nawet suknia w kolorze białym, trzepoczą rozwiązane rękawy kaftanu. Pewnym krokiem na stołek, na blat, parapet , w imię Ojca i Syna i Ducha. Szum. Pulsujące dźwięki bardziej już kolorowe plamy, rozmazane, obszary niewyostrzalne, niemożliwe. Drzazga, w palcu lewej stopy, obiad w garnku na kuchence, gotowane zwłoki kurczęcia z warzywami.
Mamo, mamooo!
Rozlazłe macierzyństwo spływa z parapetu, piętro po piętrze zostawiając lepki ślad na ścianie, jak ślimak niemalże.
Zacieki tramwajowe na uszach Warszawy.
Zacieki tramwajowe na uszach Warszawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz