niedziela, 16 września 2012

Kolejny wpis o niczym.

Pamięć? Zbiór życzeniowo dobranych faktów i wyobrażeń. 

 

Świeżo po lekturze stanowiącej zapis rozkładu pamięci, postępującego procesu jej dezorganizacji (i replikacji częstokroć przez wydarzenia obecne sztucznie patynowane) zaczęłam mieć wątpliwości.

O ile do tej pory to, co dzieje się obecnie, forma, istota mojego bytu wydawały mi się co najmniej dyskusyjne, pamięć pozostawała terytorium zbadanym, stałą, wokół której owija się niedookreśloność dnia dzisiejszego.

Rozkład, kontakt z defragmentacją  pamięci w żywym organizmie, w osobie bliskiej mi, zawsze poprzez ogrom czasu i różnice doświadczeń jakby z innej galaktyki pochodzącej sprawił, że dogmat upadł, niezmącona pewność wydarzeń zaczęła się burzyć. Wszystko mogło przecież nie mieć miejsca wcale, to, na podstawie czego buduję siebie może być jedynie wytworem własnej mojej wyobraźni, a nie pełnoprawnym wydarzeniem. Subiektywnym wrażeniem, majakiem sennym z którego wynika moje obecne pojmowanie siebie i swojej pozycji w świecie. Jest to nieweryfikowalne, historia to ustalony zestaw kłamstw. Pamięć jest zbiorem ewoluujących wyobrażeń?

Paradoksalnie jedynie to, co abstrakcyjne, nie zakorzenione w żaden sposób w namacalnej rzeczywistości jest najpewniejsze, definicja wydaje się być stała, nawet jeśli się zmienia, zawsze można to uchwycić, pojać. 

Zmiany faktów zaakceptować trudno, dlaczego to się wydarzyło skoro nie miało miejsca? Jak to nie miało, pamiętam przecież. Nie można dyskutować z takim stwierdzeniem, nie podlega ono klasyfikacji, nie można nadać mu wartości 0 lub 1 i wyjaśnić wątpliwości. 
Kiedy autorytet dotychczasowy głosi ewidentny absurd, pojawia się pytanie o charakterystykę pojęcia absurd.

Jeśli fakty nie są po naszej stronie, tym gorzej dla faktów. 

    "Bo najgorzej z tym internetem, że teraz wszyscy wszystko wiedzą. I mówią o tym, i każdy ma swoje zdanie na każdy temat. I to nie jest dobrze, nie. "  -  Tu pan wymownie się krzywi i wydaje charakterystyczny "sceptyczny" dźwięk, coś jakby mlaśnięcie lub syk, po czym wręcza mi resztę z sumy która płaciłam i znika za rosnącą górą przedwiecznych rupieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz