poniedziałek, 10 września 2012

Atropina



Brak pomysłów, ręka drży przed postawieniem kreski. Trzęsie się, drgawki mózgu, DEFEKT MUZGÓ. Może. A może nie. Nie potrafię myśleć. Język zwija się w supeł, drętwieje przy każdym wypowiadanym słowie. 

Nie snuje się już, blade widmo, powidok opalonej komety. Spalam się. Do cna. Intensywne zdenerwowanie podszywa skórę mrowieniem. Dzikim, prędkim, niepowstrzymanym mrowieniem angażującym większość zmysłów i nerwów.

Układać siebie z połamanych odłamków chityny, lepić, nadawać od nowa kształt bezkształtnej brei, którą tworzę. Przelać w na nowo przedmuchane szklane rurki rozlane płyny ustrojowe.

Znużenie, sen opada ciężkim pluskiem zamykając powieki. Spalam się, zwęglam. Wkoło śmierdzi przepalonym tłuszczem. Przepalonym po wielokroć już. Ile można? Ściany stłuszczają się, gęste powietrze osiada na wszystkim, na ustach, mlecznożółta pomada, na włosach, skórze i paznokciach. Pod paznokciami, tak gdzie strzępki ekstaz zdrapane z twoich pleców gdy mi brak powietrza i zdrady i kłamstwa i sen. Na oczach, świat widziany przez warstwy maści wszelakich. Mają polepszyć percepcję. Skorygować, by była właściwa. 

Atropina rozszerza źrenice. Pojmuję więcej, nie ma granic, kolorowe plamy, cienie, jaśniejsze miejsca.Atropina rozszerza percepcję, pogarsza? W kontekście różnorakich maści? Działa wobec nich antagonistycznie, zatem owszem. Ale jest miękko patrzeć, płynne, zmienione obrazy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz