Medium jest język, barwnikiem wizja a spoiwem mimika.
Nie widząc, nie słysząc siebie łatwiej jest się porozumieć, widać jednie to, co istotne. Tylko proszek, ekstrakt z czegoś. Tylko dotyk, nieskomplikowana gramatyka włosków stających dęba na karku. Leksyka, jesteśmy niejednolici, piegowata twarz dziewczyny spalonej słońcem i rumieńcem.
Język jedynie rozcieńcza rzeczywistość, trochę jak na prześwietlonym zdjęciu. I tak jest ładnie przecież, jesteś piękna, jak zawsze.
Jak teraz. Tylko bardziej bo właśnie spala się lato. Mojry zmieniają właśnie przędzę a my pierwszy raz mamy szansę na nieśmiertelność. Powiązane snopki wyrastają z gładkiej powierzchni, indiańskie domki, tańczący z kretami. Słoma, pozostała jeszcze na polu kaleczy bose stopy, kim jest ten chłopiec, tam?Tam coś jest, ty już wiesz i ja też, wieczność właśnie dobiegła końca. Kiedy upadniesz, nikt już ci nie pomoże. Za bardzo tęsknię za tobą teraz, byś mogła tu wrócić później. Kiedy już legniesz na ziemi i piasek w oku doprowadzi cię do spazmów i dotknę cię, już to ćwiczyliśmy tyle razy, dotknę cię po raz pierwszy naprawdę, włosy twoje wtopią się w podłoże, zapuszczą korzenie, nawet nie zauważysz. Paznokcie zdrewnieją, stawy skamienieją, staniesz się pomnikiem przyrody, co to zapada się w głąb i w głąb i dalej. Wnikniesz w ziemię, Eurydyko i nikt po ciebie nie wróci i nawet pocałunek ukochanego nie zdoła odczynić uroku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz