czwartek, 18 kwietnia 2013

Milczenie złotem.

Sztuką jest to, co wieczne.

Co przetrwa w próbę czasu?
Srebro w próbie 925.
Dziewięćset dwadzieścia pięć części srebra na tysiąc możliwych.

Te siedemdziesiąt pięć to tak między wierszami, tam gdzie klejone były strony, tam zostały jeszcze w zaschniętej gumie odciśnięte linie papilarne introligatora i pył który tego dnia miał na rękach. W zagłębieniach tego śladu od dnia jego zostawienia gromadził się kurz, szczątki naskórka, odchody roztoczy i genom każdego, kto miał styczność ze spoiwem. Taki wehikuł czasu trochę, biologiczna reminiscencja najdawniejszych przodków. Język białka, najprostsza forma komunikacji, zaszyfrowany i zapętlony pobrzmiewa w każdym zdaniu, w dowolnym języku.

Te siedemdziesiąt pięć części to łączenia, to spacje, to wszystkie wylewane żale za pomocą liter, to treść właśnie wszystkiego. Dziewięćset dwadzieścia pięć znaków alfabetu kompilowanych w słowa i mieszających się w zdaniach. Mowa jest srebrem, srebro jest mową. Jubiler literatem, literat złotnikiem. Stary mistrz polonistą. Czasy i ludzie się zmieniają, kruszce kruszeją, proporcja pomimo różnych wartości pozostaje, zawsze ma tyle samo sensu co zawsze. Codziennie przelewa się po prostu z jednej komory w drugą, z drugiej w trzecią i tak w koło te same znaczenia, usprawiedliwienia i wymówki. Byłam u lekarza, naprawdę nie mogłam. C'est pas moi, c'est les autres do końca konieczności a potem już nie. To ja nie żyję nie oni, Ci stojący teraz nade mną i studiujący woskową strukturę twarzy jakby niezdrowy jej kolor miał dać poznanie o tym, co z drugiej strony.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz