niedziela, 1 lipca 2012

Oddzielna cząstka treści poza kopułą obrazu

Umiem pisać


Paraliż powoli ustępuje. Nabyty przez przypadkową niekonsekwencję Gepetta złamany kręgosłup nie tyle zrasta się, co wykrusza, ustępuje miejsca nowemu. Dokonuję samostworzenia, buduję siebie od podstaw, po wgnieceniu w ziemię przez przeciążenia występujące w trakcie lotów kosmicznych . 

Generał Hermaszewski patrzył na mnie. Miał przestrzeń w oczach, pokazywał mi z ojcowskim uśmiechem wylatujące  z gniazd gwiazdowych, gazdowskich, swojskich stancji przy drodze mlecznej potomstwo pierwszych osadników, dobry duch cywilizacji, prekursor ziemskiego imperium kosmicznego.  

Czynnik ludzki obecny w świadomości każdego stworzenia, każdego organizmu. Bardziej niż karalucha pozbawionego chityny i kręgosłupa  przypominam zdeformowane, tysiącletnie, zalane tłuszczem zwłoki o powykręcanych kończynach. Filigranowe, kunsztownie zdobione formacje kostne wynurzające się z  rozwijającej się wciąż masy komórek tłuszczowych są co najmniej nie odpowiednie w tym miejscu, jednak wydają się pasować, jako swoista art brut mojego ciała, prawdziwa, niezafałszowana, piękna i tak inna.  Usztywniona obawą zniszczenia którejś z tych konstrukcji siedzę prosto. Cicho. Poważnie. Mam dłonie, nadgarstki, przeciwstawny kciuk i sprawne palce tak odmienne od karaluszych zakończeń kończyn. Utrzymuję już w dłoni ołówek. 

"nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem." 

Mogę. Byś sobie sterem i okrętem, Bogiem i Kościołem.  

Na papierze stawiam coraz to więcej znaków. Koślawe, drżące i niepewne, pod wpływem surowego spojrzenia prostują się, czyniąc idealne prawie rzędy. Pilnują kolejności. Słowa słowa słowa, jak rzekł kiedyś pewien duński książę. Słowa w szeregu, w rzędzie ustawione w szachownicę, spiralę. Pozbawione treści, dobro czysto graficzne. Są głównym kryterium pozwalającym nazwać jednostkę plemienną/państwową cywilizowaną. 

Cywilizacyjne horror vacui nie pozostawia mi miejsca na rozwój, na rośnięcie. Nie jest ono jednak możliwe poza nim, jestem jego częścią, integralnym elementem większej całości, nie ważne jak brudnej i jak plugawej. Wspólnoty ludzi pierwszych, niedostworzonych, kształtujących się samotnie, samoistnie, w obłędzie perfekcyjnego idealizmu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz